Śmierć – moje marzenie

Śmierć to bardzo szeroki i głęboki temat, i podstawowy, jak samo życie. Są przecież nierozerwalnie związane – jedno bez drugiego nie może istnieć i jedno drugie uzupełnia – jak w znaku TAO. Miałam więc trudność, aby napisać krótki artykuł. Co wybrać? Otworzyłam się więc na wewnętrzny proces i zasypały mnie sygnały ze świata. W rozmowie z przyjaciółką Basią dostałam tytuł artykułu i opowieść o osobistych wglądach, brat zwrócił mi dawno pożyczoną książkę o śniącym ciele, moja ręka otworzyła zalegającą w komputerze książkę o tym, co dzieje się z duszą pomiędzy wcieleniami, no i ożyły wspomnienia osobistych doświadczeń.

Gdy moja mama odchodziła, pamiętam jej strach, który widzę teraz nie jako strach przed tym co tam, ale jako lęk o tych, którzy zostają, o dzieci – czy poradzą sobie z życiem. Wiem też, że w tej ostatniej podróży była bardzo samotna, a ja pozostałam z wielką niezgodą na taki proces umierania – w bólach, samotności, lęku, na korytarzu szpitalnym – bez uszanowania człowieczeństwa i świętości procesu przechodzenia na drugą stronę. TO NIE JEST W PORZĄDKU. Boli mnie to jeszcze dzisiaj, ale też teraz wiem, że na to, jak wygląda nasze ostatnie Przejście, pracujemy całym swoim życiem. (I nie jest to w kategorii oceny czy ktoś był dobrym człowiekiem czy czynił tzw zło.) Czyli inaczej mówiąc, do śmierci trzeba przygotowywać się całe życie. Basia określiła to pięknie słowami: “Życie to czas dany nam, by przeżyć jak najpiękniej drogę od profanum do sakrum”.

Gdy odchodził mój brat cioteczny, doświadczyłam przekroczenia własnych lęków, związanych z nieporuszaniem tematu śmierci wobec umierającej osoby. I teraz wiem, że w tych ostatnich chwilach życia nie działa nic, co nie jest prawdą, pochodzącą z serca. Poczułam też, jak święty jest to czas dla wszystkich, gdy otwieramy serce, jak bliscy się sobie stajemy. A gdy otwieramy serca, zapominając, by trzymać się lęków, przepływa bezwarunkowa miłość, zjawia się promienny spokój, jakbyśmy znaleźli się w obecności boskiej najwyższej istoty. Serce czuje wzruszenie, znika oddzielenie i zjawia się poczucie otulenia płaszczem miłości i spokoju. To jak komunia z samym życiem.

Bo, według Basi Życie zaczyna się, gdy śmierć została “oswojona”. I często mamy na to całe nasze życie, w którym doświadczamy wielu “małych śmierci”. Mała śmierć to wszystko, co wiąże się w życiu ze zmianą, kiedy okoliczności życia zmuszają nas, lub kiedy podejmujemy taką decyzję, żeby coś zmienić – pracę, partnera_kę, miejsce zamieszkania, a także swoje przyzwyczajenia, nawyki lub sposób myślenia czy przekonania. Jak pisze Mindell w “Śniącym ciele”: “Śmierć nie jest ani dobra ani zła, jest raczej istotą energii ciała. Ludzie muszą podjąć ryzyko poświęcenia uznawanych zasad świadomości i kultury, i podążać za nieprzewidywalnymi nakazami ciała. … Gdy ludzie śnią, że mają grypę, nieświadomość mówi, że głowa musi się zmienić. Tacy ludzie nie muszą zmieniać wszystkiego w swoim życiu, ale muszą zmienić swoje nastawienie wobec życia.”

Gdy żyjemy “ze śmiercią na ramieniu”, gdy nie zostawiamy za sobą niedokończonych spraw, nierozwiązanych problemów czy niewybaczonych przykrych doświadczeń lub niepodziękowanych błogosławieństw, możemy powiedzieć, tak jak Indianie, “Dziś jest dobry dzień, aby umrzeć”. I wtedy śmierć staje się naszym marzeniem, czymś przyjaznym i pozytywnym. Basia podzieliła się ze mną swoim wglądem, duchowym doświadczeniem, ktore sprawiło, że teraz ma spkój i pewność, że to co nieuniknione jest piękne i dobre i nie jest końcem życia. Nazwała to pięknym marzeniem i wie, że któregoś dnia przyjdzie jego spełnienie. Mindell pisze: ” Doświadczenia śniącego ciała w chwilach śmierci są jak życie we śnie, przychodzi się i odchodzi, widzi i doświadcza, lecz wygląda na to, że po prostu nie da się przekazać tego innym poprzez dźwięki, światło czy dotyk.” Dlatego mogę tylko przekazać opis obrazu, jaki powstał we mnie, gdy słuchałam opowieści Basi. Takie świetliste marzenie jest jak dotyk tajemnicy i świętości, gdy przez chwilę chociaż możemy poczuć doświadczenie śniącego ciała, znaleźć się w miejscu poza czasem i przestrzenią, i wiedzieć, że życie trwa, jest i będzie, że my jesteśmy tym życiem. To daje mi siłę i motywcję do życia, do przeżywania każdej danej mi chwili z otwartym sercem, otuchą i “słonecznie”. Jak pisze Leopold Staff: “Lecz na to żyć musimy słonecznie, bez grzechu przeciw własnemu pięknu, co w nas śni – tajemne.”

Maria Ela Ziemkiewicz
(z pomocą Barbary Zakrzewskiej)


Wiersz od Basi – Leopold Staff “Początek bajki”

Wieczór przyjść musi, duszo moja – to daremne.
Patrzysz na mnie z przeczącą niewiarą uśmiechu?
A jednak przyjdzie, chociaż z wolna, bez pośpiechu,
Pogodny, słodki, złocąc skośnie źdźbła przyziemne.

Jedno trzeba, by złoty był, drzew szczyty ciemne
Każąc w pochodnie zmieniać dnia późnemu echu.
Lecz na to żyć musimy słonecznie, bez grzechu
Przeciw własnemu pięknu, co w nas śpi – tajemne.

Tak żyć, by kiedy Charon w swą łódź nas zaprosi,
Patrzeć cicho, jak fala w oddal nas unosi,
A brzeg znika nam z oczu w zachodu ozdobie.

I abym mógł miłosnym uściskiem cię owieść
I, jak najsłodszą bajkę, o życiu opowieść
Rozpocząć od dziecinnych słów: Byłem raz sobie…


Ćwiczenie “ze śmiercią na ramieniu”:

Jest proste ćwiczenie, które może pomóc w procesie oswajania śmierci. Postanów, że przez tydzień będziesz żył_a ze świadomością śmierci na swoim ramieniu. Wyobraź sobie, że przu twoim lewym ramieniu z tyłu przez cały czas – niezależnie dokąd idziesz, co robisz, z kim się spotykasz – towarzyszy ci śmierć. Dla mnie to oznacza, żeby dać w swojej świadomości miejsce dla obserwatora_ki, która ma perspektywę przemijalności i nietrwałości wszystkiego, wszystkich doczesnych spraw i rzeczy tego świata materii. Jest to proste, ale mocne ćwiczenie, które pomaga nabrać dystansu do siebie i swoich “małych dramatów” i skupić się na samym przeżywaniu i doświadczaniu życia


Ćwiczenie z książki “Śniące ciało” Arnolda Mildella:

“Kiedy poczujesz się zmęczony_a realizowaniem jakiegoś zadania, przerwij to co robiłeś_łaś, zamknij oczy i skoncentruj się na swoim oddechu albo uderzeniach serca. Medytuj nad zmęczeniem. W pewnym momencie nastąpi zapalenie płomienia. Albo ponownie rozpoczniesz poprzednie działanie, kładąc nacisk na jego inny aspekt, albo w świadomości pojawi się nowe działanie. Taka zmiana starego i tworzenie nowego centrum uwagi jest jak doświadczenie zapalania świec przez Śmierć. Odkrywanie i doświadczanie zapalania nowej energii stanowi doświadczenie Śmierci jako sprzymierzeńca, nauczyciela i śniącego ciała.”


definicja:

“Śniące ciało to wysoko energetyczne zagęszczenie pola lub wzorcowe doświadczenie poza wymiarami czasu i przestrzeni. … W praktyce praca ze śniącym ciałem zależy od sposobu w jaki się ono przejawia. Czasami pojawia się jako psyche w formie snów, czasem jako materia w formie ruchów ciała, czasem jako synchroniczności czy wypadki.” – z książki “Śniące ciało” Arnolda Mildella.


Newton Michael “Życie między wcieleniami”

“Umierający przechodzą metamorfozę oddzielenia swojej duszy od przybranego ciała. Ludzie kojarzą śmierć z utratą siły życiowej, podczas gdy w rzeczywistości ma miejsce coś zgoła przeciwnego. W czasie śmierci tracimy ciało, ale nasza wieczna energia życia łączy się z mocą boskiej nadduszy. Śmierć nie jest ciemnością, lecz światłem. Moi badani, przypomniawszy sobie doświadczenie poprzednich śmierci, mówią, że są tak przepełnieni nowo odkrytą wolnością od ograniczeń ziemskiego ciała, iż z niecierpliwością pragną rozpocząć swoją duchową podróż do miejsca, gdzie odnajdą spokój i przyjaźń.”